11/03/2011

Zebranie Rady Rodziców

Posted in AKTUALNOŚCI @ 8:36 pm - autor: radasp15

Zebranie Rady Rodziców

odbędzie się 14.03.2011 r. o godzinie 16.00

na stołówce szkolnej.

O godzinie 17.00 rozpoczną się spotkania

w poszczególnych klasach.


Nowe artykuły

Posted in AKTUALNOŚCI @ 10:21 am - autor: radasp15

W kategorii „Poradnik dla rodziców” pojawiły się nowe artykuły:

„Karać z głową” – „Psychiatrzy nie mają wątpliwości: miłość i troska to za mało, aby dobrze wychować dziecko. Młody człowiek musi nauczyć się, że za złamanie zasad grożą sankcje….”

oraz

„Stare, dobre metody wychowawcze” – „Oto jeden z największych paradoksów naszych czasów: dzisiejsi rodzice, którzy dysponują większym dostępem do profesjonalnej pomocy niż kiedykolwiek wcześniej, mają znacznie więcej znacznie większych problemów z utrzymaniem dyscypliny, niż mogli to sobie wyobrazić ich dziadkowie….”

Zapraszamy do lektury!

10/03/2011

Karać z głową

Posted in Karać z głową, PORADNIK DLA RODZICÓW @ 10:21 pm - autor: radasp15

Karać z głową

Psychiatrzy nie mają wątpliwości: miłość i troska to za mało, aby dobrze wychować dziecko. Młody człowiek musi nauczyć się, że za złamanie zasad grożą sankcje.

– Niektórzy dorośli mylą karanie ze znęcaniem się i dlatego nie śmią karać swoich pociech – twierdzi doktor Patrice Huerre kierujący oddziałem psychiatrii dziecięcej i młodzieżowej w szpitalu Antony w departamencie Hauts-de-Seine. – Kara oznacza, że zostały przekroczone pewne granice. Wielu z nas przypomina rodzicom, że w wypadku, gdy dzieci naruszyły ich autorytet, mają prawo i obowiązek wyznaczyć im karę – dodaje lekarz.

Pogląd ten może zdawać się oczywistością, ale budzi obrzydzenie w całym pokoleniu matek i ojców skrzywdzonych autorytaryzmem swoich rodziców. W ich przekonaniu otoczone czułością dziecko zawsze będzie dobre. Konieczność ukarania potomka oznacza dla nich, że popełnili jakieś wychowawcze błędy, a stąd już blisko do poczucia porażki i winy. – Uważaliśmy, że dając dziecku dużo miłości i wszystko mu tłumacząc, możemy okiełznać niektóre jego popędy – tłumaczy Didier Pleux, psycholog kliniczny. – Ale zamiast wyrobić w nim empatię, rozwinęliśmy jego egocentryzm.

Mamy więc coraz więcej małych tyranów protestujących przy najmniejszej niedogodności i łamiących bez żenady reguły na oczach swych bezradnych rodziców. Zatem jak i w jakich okolicznościach karać dzieci? By środek ten miał walor wychowawczy, musi spełnić kilka wstępnych warunków. Zasada numer jeden: – Reguły gry muszą być w rodzinie ustalone z góry – uważa doktor Huerre. – W tej sytuacji dziecko, będąc nieposłuszne, wie, na co się naraża.

Druga zasada: rodzice nie powinni grozić nierealnymi sankcjami typu „nie dostaniesz żadnej zabawki pod choinkę” czy „przez pół roku nie będziesz mógł oglądać telewizji”. Jak wyjaśnia Didier Pleux, „muszą stosować sankcje adekwatne do przewinienia, takie, które dzieciom zdadzą się raczej konsekwencją ich czynów niż karą”. Innymi słowy – kara nie może być odczuwana jako niesprawiedliwa. Nie wolno też być surowszym wobec jednego dziecka, a łagodniejszym dla drugiego, choć oczywiście kary zmieniają się zależnie od wieku potomka.

Trzecia zasada, zapewne najtrudniejsza w zastosowaniu: nie można karać w przypływie silnych emocji. – Kiedy czujesz, że ogarnia cię gniew, zamknij się sam w pokoju na pięć minut, oddychaj głęboko, spróbuj się uspokoić – radzi psychiatra dziecięcy Stéphane Clerget. – Gdy jesteś wściekły, dziecko przestaje cię rozpoznawać i zaczyna się bać.

Zasada czwarta, najbardziej kontrowersyjna: nie stosuj kar cielesnych, nawet klapsów. – Przemoc fizyczna nigdy nie ma walorów wychowawczych, pozwala tylko dać upust twoim emocjom – podkreśla doktor Pleux. – To znak, że rodzice sobie nie radzą.

Klaps stanowi punkt sporny. Z jednej strony stowarzyszenie „Ni claques ni fessées” (fr. Bez policzka, bez klapsa) walczy o zakazanie kar fizycznych we Francji, jak stało się to już w dwunastu krajach należących do Rady Europy. Z drugiej strony Union des familles en Europe (fr. Unia europejskich rodzin) łączy rodziców domagających się prawa do karania w ten sposób swoich dzieci.– Z dziecka żyjącego w terrorze klapsa może wyrosnąć dorosły, który akceptuje tyranię lub, przeciwnie, buntownik sprzeciwiający się wszelkim ograniczeniom – uważa doktor Clerget. – Istnieje też obawa, że dziecko będzie kłamać, by się chronić. A uderzając nastolatka ryzykujemy, że nastąpi reakcja lustrzana: młody człowiek odda cios.

Philippe’a Jeammet, byłego szefa oddziału psychiatrii dla młodzieży w paryskim Instytucie Montsouris, cała ta polemika mocno irytuje. – Trochę śmieszne jest paraliżowanie rodziców przez zakaz wymierzania klapsów – ocenia. – To może być w pewnych sytuacjach zdrowa reakcja – byle nie przesadzać. Skupiamy się na jakimś detalu, a przecież najważniejsze jest to, by rodzice odzyskali zaufanie do siebie, czuli, że mają prawo wyznaczać dzieciom jakieś granice.

Między wychowaniem bezstresowym a biciem istnieje cały wachlarz kar, które zdały egzamin, a przede wszystkim są dla dziecka zrozumiałe. Są wśród nich naprawa szkody, pozbawienie przyjemności, konieczność przeproszenia. „Nie chcesz skosztować szpinaku – nie dostaniesz deseru”. „Wróciłeś za późno – nie wyjdziesz w najbliższy weekend”. „Pobrudziłaś całą podłogę – weź szmatę i posprzątaj”. W przypadku młodszych dzieci może wystarczyć groźne spojrzenie lub podniesienie głosu (lecz bez krzyku). Pomóc może też uwaga, że zachowują się jak maluchy (jeśli to prawda).

– Najlepszą karą – uważa doktor Clerget – jest konieczność naprawienia szkody lub niewielka praca na rzecz rodziny. To pozwala dziecku zmniejszyć poczucie winy i pomaga uświadomić sobie konsekwencje własnej głupoty.

Dla starszych dzieci skuteczną karą bywa zawieszenie kieszonkowego, odmówienie dostępu do komputera lub zakaz wyjścia. Nie należy jednak ograniczać aktywności sportowych czy kulturalnych służących rozwojowi dziecka. W wypadku nastolatka uparcie łamiącego zakazy może sprawdzić się interwencja osoby trzeciej, szczególnie przez dziecko poważanej: wujka, rodzica chrzestnego, babci. Być może argumenty kogoś z zewnątrz będą łatwiejsze do przyjęcia.

Konieczność kary w razie nieprzestrzegania zakazów nie powinna przesłonić faktu, że podstawą wychowania jest zaufanie dzieci do rodziców. Bardzo ważne jest, by konflikt w rodzinie nie stał się sytuacją permanentną. Nie zapominajmy chwalić i zachęcać dziecka, które przestrzega reguł i robi postępy. Jak najczęściej podkreślajmy, że jest wartościowe, że mu ufamy. Dzieci żyjące w przekonaniu, że ich rodzice nie są z nich zadowoleni, nie wyrobią w sobie poczucia własnej wartości.

Martine Laronche

Stare, dobre metody wychowawcze

Posted in PORADNIK DLA RODZICÓW, Stare, dobre metody wychowawcze @ 9:12 pm - autor: radasp15

John Rosemond

Stare, dobre metody wychowawcze

Oto jeden z największych paradoksów naszych czasów: dzisiejsi rodzice, którzy dysponują większym dostępem do profesjonalnej pomocy niż kiedykolwiek wcześniej, mają znacznie więcej znacznie większych problemów z utrzymaniem dyscypliny, niż mogli to sobie wyobrazić ich dziadkowie.

Jeszcze nie tak dawno temu dzieci były po prostu przebiegłe. Próbowały robić niedozwolone rzeczy, kiedy dorośli tego nie widzieli. Tymczasem większość współczesnych dzieci jest nieuprzejma, niekulturalna, wiecznie nadąsana i jawnie arogancka.

Dziecięca natura nie zmieniła się w ciągu 50 lat, więc problem musi tkwić w zmianach w ich wychowaniu. Faktycznie, dzisiejsze rodzicielstwo mało przypomina to sprzed półwiecza. Nawet jeśli zignorować instytucje pracujących matek, opiekunek i samotnych rodziców, różnice pomiędzy przeszłością i teraźniejszością wciąż są ogromne.

W starych dobrych czasach (które mimo, że nie były idyllą, to jednak były znacznie lepsze od dzisiejszych), rodzice koncentrowali swoje wysiłki na kształtowaniu charakterów swoich dzieci. Ich priorytetem było zaszczepienie dzieciom takich cech jak: szacunek dla innych, odpowiedzialność i zaradność. Dla odmiany, celem współczesnych rodziców jest wychowanie dzieci o wysokiej samoocenie, co jak wykazały badania idzie w parze z niską tolerancją na stres, niską samokontrolą i przyznawaniem sobie prawa do wszelkich przywilejów. Czy na pewno tego chcecie dla swoich dzieci?

Wczorajsi rodzice cenili dobre maniery. Dzisiejsi rodzice cenią umiejętności i osiągnięcia, szczególnie te naukowe. Zarówno ja, jak i wielu moich rówieśników, szliśmy do pierwszej klasy nie znając liter. Moja nauczycielka miała w pierwszej klasie 35 dzieci. A jednak miała znacznie mniej problemów z utrzymaniem dyscypliny w klasie niż większość dzisiejszych nauczycieli w 20-osobowych klasach. Co więcej, tamte 35 uczniów kończyło pierwszą klasę czytając lepiej od dzisiejszych pierwszoklasistów, z których wielu znało litery jeszcze przed ukończeniem czwartego roku życia.

Dawniej rodzice nie przejmowali się ocenami swoich dzieci, jeżeli te odzwierciedlały ich faktyczne możliwości. Matki nie pomagały swoim dzieciom odrabiać pracy domowej, ani nie wykłócały się z nauczycielami, którzy śmieli twierdzić, że ich dzieci źle się zachowują. Dawniej, jeżeli dziecko przeskrobało coś w szkole, nauczyciel mówił o tym rodzicom, a ci odpowiednio karali dziecko w domu. Jednak wtedy rozumiano, że nie istnieją doskonali rodzice, którzy byliby w stanie całkowicie wyeliminować wybuchy złego zachowania u swych dzieci. Tymczasem dzisiejszym rodzicom wydaje się, że złe zachowanie ich dzieci jest bezpośrednim skutkiem złego rodzicielstwa.

W tamtych czasach, kiedy dziecko zachowało się źle, jego rodzice zrobili wszystko, aby poczuło się ono winne. Wielu dzisiejszych rodziców próbuje przywoływać do porządku swoje dzieci tak, aby nie poczuły się one winne. Nie zdają sobie jednak sprawy, że to nie świadomość „negatywnych konsekwencji”, ale właśnie poczucie winy jest najlepszym środkiem zapobiegającym złemu zachowaniu. Wiele osób z mojego pokolenia może potwierdzić, że najgorszą z możliwych konsekwencji ich złego zachowania było poczucie, że zawiedli swoich rodziców. Ale w tamtych czasach nie stawiało się dzieci na piedestale. Piedestały były zarezerwowane dla rodziców i nauczycieli. Nie trzeba dodawać, że dzisiejsi rodzice bardziej obawiają się, że zawiodą swoje dzieci, niż odwrotnie. No cóż, to kwestia piedestału.

Konkluzja: Nie można wychowywać dzieci na dwa zupełnie różne sposoby z takim samym efektem końcowym. Czasem pytam rodziców, kogo woleliby wychowywać: siebie, czy swoje dzieci? Osiem na dziesięć odpowiedzi sprowadza się do słów: – To bardzo łatwe pytanie, oczywiście, że siebie!

Niestety, nie jest to prawidłowa odpowiedź.

John Rosemond